Sierpniowe Shiny

Zostałam wessana w czarną dziurę niedoczasu.
Nietrudno się domyślić, że najbardziej stracił na tym mój blog. Jednak czas, który upłynął od 23 sierpnia pozwolił mi na dokładne przetestowanie większości produktów.
Zapraszam do czytania! 

W sierpniu kupiłam swoje pierwsze pudełko. Wahałam się pomiędzy Beglossy i Shinybox.
Shiny skusiło mnie niższą ceną oraz większą liczbą klientek. Nie jestem zadowolona ze wszystkich kosmetyków, ale jak wiadomo to pudełko niespodzianka, a cała zabawa polega właśnie na testowaniu. 

Zacznę od dwóch produktów, które bardzo przypadły mi do gustu!





Krem Kueshi- regenerujący krem do twarzy z ekstraktem ze śluzu ślimaka oraz olejku różanego.

Pomadka Constance Carroll- matowa pomadka w kredce.

Krem nakładam rano pod makijaż oraz wieczorem przed snem. Bardzo dobrze się rozprowadza, szybko się wchłania- nie pozostawia wrażenia "lepkiej" skóry. Pachnie bardzo delikatnie, subtelnie- zapach porównywalny do dobrze znanego mi kremu Nivea. Jeśli chodzi o działanie jestem pozytywnie zaskoczona. Gdy w ciągu dnia pojawią mi się czerwone niespodzianki na buzi, następnego dnia po aplikacji wieczornej zostają zniwelowane. Bardzo dobrze radzi sobie z bliznami po trądziku oraz spowodowanymi przez przebarwienia. Poprawia nawilżenie oraz wzmacnia skórę redukując utratę wody. Dla mnie jest to produkt 10/10. 

Pomadka ma odcień intensywnej czerwieni. Wystarczą dwa pociągnięcia aby usta były całkowicie pokryte kolorem. Bardzo długo się utrzymuje, mimo mojego częstego podjadania, wytrzymuje do 5 godzin. Jedyny minus to trudność w zmywaniu. Na prawdę muszę się mocno namęczyć aby zetrzeć ją z ust. Używam jej głównie na wieczorne spacery, randki z narzeczonym lub imprezy. 



Kolejne produkty troszkę mniej podbiły moje serce.
W skali od 1-10- oceniam je na 5.



Zacznijmy od balsamu. Dla mnie ma mało przyjemny zapach, zapewne jest to spowodowane zawartością wody termalnej. Od balsamu oczekuję dobrego nawilżenia, szybkiego wchłaniania oraz wspaniałego zapachu. O ile spełnia dwie pierwsze pozycje, aplikując go muszę zatykać nos lub odwracać głowę. Skład jest bardzo przyjazny, jednak nie skusiłabym się na jego kupno.

Zestawu SheFoot Laboratories niestety jeszcze nie wypróbowałam. Umieściłam go w produktach 5/10, ponieważ jego skład nie powala. Czytając opinie również zderzyłam się z dużą różnorodnością w ocenie. Posiadam dwa peelingi Bania Agafii, których skład jest w 100% naturalny. Maseczki robię sama, więc sądzę, iż ten produkt będzie kolejnym, który dużo obiecuje, a efekty są jakie są.


Na szarym końcu są produkty, których po prostu mogłoby nie być w moim pudełku.

Nie trafiony kolor farby do włosów- mimo, iż w sklepie przed zamówieniem wypełniałam ankietę na temat koloru.

Chusteczka samoopalająca do twarzy i ciała- kolejny produkt, z którego nigdy nie skorzystam. Preferuję naturalną opaleniznę.

Kremowa emulsja do mycia- nie, nie i jeszcze raz nie. Przekombinowany zapach, dziwna konsystencja ( podobna do białka jaja kurzego), słabo się pieni. Podziękuję.

Całokształt oceniam na 5/10, niestety.
Stwierdziłam, że zanim kupię kolejne pudełko, muszę poznać jego zawartość.
To by było na tyle!

A jakie Wy macie spostrzeżenia odnośnie kupowania pudełek niespodzianek?
Wolicie wiedzieć wcześniej czy testować?
Dajcie znać w komentarzach!


Do następnego! 

Komentarze

  1. Ja to nie kupuję kota w worku 😀🐱

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię testować chociaż po przeczytaniu tego postu waham się...😁
    Pozdrawiam
    Lili-93.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zimowa pielęgnacja/ ulubieńcy stycznia

Keratynowe prostowanie/ Brazylijskie prostowanie

Szary kardigan- stylizacja